Moje zdjęcie
Jak widać różności u mnie nie lada, bo różności mnie interesują. Staram się rozwijać w kierunkach, które sprawiają mi przyjemność. W tygodniu jestem opiekunką do dzieci, mając przerwy na pokazy Clowniarskie, w weekendy jestem pilnym studentem Pedagogiki Specjalnej, wieczorami spotkacie mnie z płonącym hoola hop na ulicy, a gdy jestem sama dłubię przy koralikach. Jest tego dużo i wszystko możecie tu poznać. Uwielbiam szczury, nie znoszę kotów. To ja, taka pomieszana. Kocham ognień. Zimę. I wiatr.

środa, 21 kwietnia 2010

powoli do przodu

Dzisiaj była druga noc bez koszmarów o wojnie. Od razu lżej mi w głowie się zrobiło. Staram się ostatnio ostro wziąć do roboty. Hula hoop nie stygnie. Teraz niestety musiałam odłożyć je w kąt. Wczoraj jeszcze potrenowałam, jednak muszę zrobić chwilę przerwy, bo jestem cała w siniakach i obtarciach. Na ramionach aż mam rany :/ Jednak nauczyłam się ostatnio naprawdę dużo, więc warto było dla takich efektów. Weekend będzie luźniejszy, to chciałabym się do tego czasu 'wylizać z ran', żeby dobrze wykorzystać wolniejsze dni ;q Projekty strojów, biżuterii i malowań już wyrysowane. Teraz zaczyna się szycie, kompletowanie, próby malowań, robienie biżuterii. To ostatnie najlepiej mi idzie. Jestem w trakcie przygotowań do zrobienia sobie Panji. Konkretnie takiej, jak na zdjęciu. Mam wszystkie materiały, więc jeszcze zaraz siadam do pracy :)



poniedziałek, 19 kwietnia 2010

wojna

Nie wiem co się dzieje ostatnio. Od tygodnia mam co noc koszmary. Co noc zrywam się, bo śni mi się wojna. To jest coś, czego boję się najbardziej na świecie, a teraz prześladuje mnie przez cały czas. Płakać mi się chce po prostu... Podskakuję na każdy huk, czy głośniejsze uderzenie. Jeszcze trochę i nie wytrzymam nerwowo. Chodzę coraz bardziej rozdrażniona i nie wiem, jak mam temu zapobiec. Zaraz kładę się spać i boję się, że znowu będzie to samo. Boję się nawet usnąć... 
Na dodatek zatrułam się w pracy płynem do akryli i znowu będę to odchorowywać.


niedziela, 18 kwietnia 2010


Po weekendzie...
I całym tygodniu. Był ciężki chyba dla nas wszystkich. Wolałam przemilczeć ostatnie zdarzenia. A wczoraj, czyli 17go był światowy dzień cyrku. Pojechałam na pola, żeby razem z innymi kuglarzami jakoś ten dzień spędzić. Tak, mimo żałoby. Było spokojnie i bez jakichś większych szaleństw. Dostałam od Różowej cudne ciuszki, niestety tylko jedna tunika była na mnie dobra. W zamian za nią Ola dostanie ode mnie kolczyki - ważki. Dzisiaj od rana trenowałam, a potem pojechałam na taniec brzucha. Weekend był pracowity, ale też bardzo owocny. Nauczyłam się na hoola mnóstwo rzeczy, z których jestem niesamowicie dumna :) I nawet się opaliłam. W sumie to spaliłam, ale przynajmniej słońce zaczyna mnie 'łapać'. Jak wracałam do domu, czułam po drodze zapachy kwiatów z drzew owocowych, mmm... Cudo. Uwielbiam takie wieczory, kiedy miasto szykuje się do snu, a na ulicach zaczyna królować zapach natury i słychać tylko pojedyncze poćwierkiwania ptaszków... 

czwartek, 8 kwietnia 2010

Przez to wszystko, co działo się ostatnio całkowicie zapomniałam o tym, co miałam do zrobienia, zresztą nawet nie mogłam się skupić nad niczym. Jakiś czas temu pisałam, że starałam się dostać na portal >> prototyp.pl << i udało mi się. Nawet nie miałam możliwości nacieszyć się z tego. Dzisiaj mogę się już pochwalić, że możecie mnie tam znaleźć prototyp.pl




I obiecałam jeszcze, że dam kolczyki do zawieszki z opalem. To też mi uleciało. Chociaż z drugiej strony najpierw chciałam pokazać uplecionego szczurka. Oto kolczyki




środa, 7 kwietnia 2010

Nie mogłam się zebrać ostatnio. Klimatu świąt w tym roku nie było. Od czwartku siedziałam nad tym w każdej wolnej chwili.








To miała być Yin, jednak nie mogłam się skupić na tyle, na ile było trzeba i w ostatniej chwili przypomniałam sobie o oczkach, dlatego są takie małe. Mimo tego, że pod koniec życia Yin była srebrzysta, to pamiętam jak jeszcze miała łatkę na pupce jak była młodziutka. Jak widać jeszcze nie udało mi się skończyć, ponieważ zabrakło mi drucika i akurat jest otworek w miejscu serduszka :( Dlatego ją zrobiłam, bo dla mnie zawsze już będzie tą bystrą szczurką, która zawsze miała zupełnie inne oczy niż wszystkie szczurki, takie 'nieszczurze' i ciągle lizała po rękach. Robiąc tą pracę, jakbym przeszła pewnego rodzaju żałobę za Yin. Życia jej nie zwrócę, jednak chciałam w ten sposób jakby oddać jej szacunek. Dzięki tej broszce będę o niej pamiętać. Pat śmieje się ze mnie, że płaczę za taką stratą. Jednak ona urodziła się u mnie, 24 lutego 2008 roku, pamiętam jak doglądałam przez cały czas, czy ma biały brzuszek. Małe oseski nie mają jeszcze pigmentu i jak najedzą się mleczka, to prześwituje przez tą delikatną skórę i mają białe bzunie. A przez to, że była ostatnia z miotu, to zawsze ostatnia jadła, dlatego bałam się, że nie wystarczy pokarmu, bo miała 9 rodzeństwa jeszcze. Od pierwszych dni wiedziałam, że to ona ze mną zostanie. Dlatego chyba ta śmierć tak bardzo mnie boli i dlatego piszę o tym tutaj. Ból po rozstaniach zawsze zostaje, jednak wiem, że teraz gdy Yin jest po drugiej stronie Tęczowego Mostu, to już nic ją nie boli i może jeść tyle przysmaków ile tylko da radę.

                                          Dziecinne. Jednak ja wierzę w takie rzeczy. Jedni mają psy, inni koty. Ja mam ogonki. A Yin ze szkockiego oznacza 'jedna, jedyna'.

czwartek, 1 kwietnia 2010



To, że była mniejsza od psa, nie znaczy, że nie potrafiła kochać człowieka równie mocno.
Wczoraj jeszcze tak spała na moich kolanach. Dzisiaj rano na nich umarła.