Moje zdjęcie
Jak widać różności u mnie nie lada, bo różności mnie interesują. Staram się rozwijać w kierunkach, które sprawiają mi przyjemność. W tygodniu jestem opiekunką do dzieci, mając przerwy na pokazy Clowniarskie, w weekendy jestem pilnym studentem Pedagogiki Specjalnej, wieczorami spotkacie mnie z płonącym hoola hop na ulicy, a gdy jestem sama dłubię przy koralikach. Jest tego dużo i wszystko możecie tu poznać. Uwielbiam szczury, nie znoszę kotów. To ja, taka pomieszana. Kocham ognień. Zimę. I wiatr.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

do dupy :/

Prawdopodobnie stracę pracę. Miałam rozmowę z 'kerowniczką'. Trudno się mówi. I tak nie zarabiałam tam. Najgorsze jest to, że idealnie pasowała mi do szkoły i znowu może być problem, nie chciałabym odpuszczać kolejnego roku szkoły przez to, że muszę pracować, bo już dwa lata tak ciągnę. Jednak wszystko znowu wskazuje na to, że tak będzie :/ Chuj mnie strzela już z tym wszystkim. Przepraszam, ale naprawdę od jakiegoś czasu dostaję same kopy, jeden po drugim.


Po powrocie z pracy zrobiłam sobie kawę z bitą śmietaną i zjadłam szyszkę, która czekała od wczoraj.


 Potem poszłam z Rudą do weterynarza, bo znowu tak się zaczęła drapać, że cała pokaleczona jest. Dzielnie zniosła zastrzyk w pupkę i w nagrodę dostała soczysty listek mlecza.


Ogółem to chyba przesadziłam przez ostatnie dni z treningami, bo dzisiaj rano nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Dwie godziny wstawałam z łóżka :/ Dobrze, że codziennie staram się wstać o tej 7, a do pracy na 11. Nie powiem, że jest lepiej, bo myślałam, że nie dam rady wrócić do domu z wycieczki do weterynarza. Jak wróciłam to przy łóżku postawiłam sobie miskę z chłodną wodą. Położyłam się, a nogi zwiesiłam do miski. Ale ulga... Chociaż z drugiej strony sukcesem jest to, że przez tyle dni upału ani razu nie leciała mi krew z nosa, nie osłabłam, ani nie miałam jakichś przykrych sytuacji, co mi się zdarza w taką pogodę. Niestety, skutki anemii :/ Ogółem było by dobrze, gdyby nie to, że moja lekarz zlekceważyła ją jak byłam w gimnazjum, czyli prawie 8 lat temu. I dopiero w zeszłym roku dowiedziałam się co mi dolega, jak zmieniłam lekarza. Ale jak chyba każdy wie, nasza służba zdrowia ma naprawdę dużo do życzenia. Ale się rozpisałam... Jak tak leżałam, to kwiatek stojący na parapecie rzucał strasznie fajny cień na sufit, aż nienaturalnie to wyglądało.


Uf... Tak dużo to chyba jeszcze tu nie pisałam. Pozdrowienia dla tych, co wytrwali do końca ;) Ja się chyba dzisiaj upiję...

1 komentarz:

  1. ja specjalnie miałam sprawioną fantę do martini... i jakoś mi się odechciało...
    powodzenia z tą pracą...

    OdpowiedzUsuń

dzięki za każde słowo