Moje zdjęcie
Jak widać różności u mnie nie lada, bo różności mnie interesują. Staram się rozwijać w kierunkach, które sprawiają mi przyjemność. W tygodniu jestem opiekunką do dzieci, mając przerwy na pokazy Clowniarskie, w weekendy jestem pilnym studentem Pedagogiki Specjalnej, wieczorami spotkacie mnie z płonącym hoola hop na ulicy, a gdy jestem sama dłubię przy koralikach. Jest tego dużo i wszystko możecie tu poznać. Uwielbiam szczury, nie znoszę kotów. To ja, taka pomieszana. Kocham ognień. Zimę. I wiatr.

wtorek, 27 września 2011

srebro

W końcu w 'oprawie'. Zdobyłam srebro, zdobyłam listki, pomalowałam, zoksydowałam (fuj, śmierdziało :P ) dodałam małe szczegóły i tadaaam :) Oto efekty mojej pracy.

Z listka paproci nie jestem jeszcze do końca zadowolona, więc możliwe, że zmienię go jeszcze ;)


A listki przeznaczone na kolczyki wyszły tak. Poszłam za radą Malli i dodałam bardziej soczyste kolory, co wyszło wydaje mi się na zdrowie listkom, ale to już same oceńcie :)



poniedziałek, 26 września 2011

skarby ze szrotu

Będąc na Pomorzu odwiedziliśmy kilka szrotów z nadzieją znalezienia jakichś oryginalnych rzeczy. Chodząc od garażu do garażu rozglądałam się po wszystkim kilka razy mijając drewniane czerwone pudełeczko, aż w końcu zajrzałam do niego, a tam... Skarby... Za 5 zł zdobyłam całe pudełeczko drutów i szydełek z czego do dzisiaj się cieszę jak głupia :P





Jak widać tylko wełny teraz brakuje, ale jakieś zapasy mi się uzbierały, więc sądzę, że jak tylko poczuję chłód, to zacznę dziergać, szydełkować i wełniany szał skończy się dopiero na wiosnę :P
A na razie dopóki jeszcze jestem wciągnięta w robienie biżuterii pokażę dwie broszki :)


 
Na koniec moja próba malowania :) Lada dzień zaczynam pracę w Agencji Artystycznej 'Pegaz', gdzie będę miała cykliczne pokazy Clowniarskie :) Malowanie jeszcze będzie modyfikowane, ale na razie próbowałam coś takiego :)

 

piątek, 23 września 2011

pierwszy dzień

No i mamy kalendarzową jesień. A u mnie oprócz zwykłych, spadły jeszcze listki ze srebra ;) Muszę je powykańczać, ale obiecałam, że w końcu będą i oto są :) To moje pierwsze prace tego typu i powiem szczerze, że bardzo fajnie mi się robi tego typu prace, niestety przez koszty materiałów dosyć rzadko mam możliwość.


czwartek, 22 września 2011

powolutku...

Powolutku zaczynam czuć atmosferę jesieni. Czekam, aż w końcu znajdziemy nowe mieszkanie, żeby móc sobie urządzać kuchnię w jesiennym klimacie. A za tym idzie już to cudowne uczucie wyczekiwania świąt i myślenia o prezentach, dekoracjach i pachnących wypiekach. W taką porę znów czuję prawdziwy spokój. Egzaminy i tak będą dopiero na wiosnę, na ulicach zrobi się ciszej, a ja jak zwykle zabiorę się za robótki na drutach i szydełku.

Obiecane kilka dni temu listki pokażę lada dzień. Niestety przez zepsutą pralkę jestem zmuszona prać wszystko w ręku co niestety jest bardzo czaso- i energochłonne.

A na razie kolczyki wykonane haftem koralikowym z pięknych fioletowych jagódko - koraliczków, w których się zakochałam, bo na żywo wyglądają naprawdę niesamowicie :)




Wcześniej wspomniana bransoletka, która ostatnią z tej serii nie będzie :)



I w związku z jesiennym nastrojem muzyka, która wraca do mnie zawsze, jak wszystko się uspokaja i chyba już na zawsze pozostanie w moim sercu... Kompozycja Pani Yoko Kanno, polecam bo naprawdę piękne rzeczy robi. Zawsze mnie porusza Jej muzyka.


wtorek, 20 września 2011

nowa praca, szukanie mieszkania, szkoła...

Już minęła połowa września. Pierwszy zjazd już mam za sobą i nowy rok zapowiada się ciekawie. Od wczoraj mam pracę, na jak długo tym razem to się okaże od mojego szczęścia, które od jakiegoś czasu w tych sprawach nie chce mi sprzyjać. A na koniec narzekań powiem, że szukamy nowego mieszkania, bo tutaj już nie wytrzymuję... Zepsuta pralka, zepsuta lodówka, już teraz nawet jak okno u siebie w pokoju otwieramy, to wszyscy dookoła mają pretensje... Sama nie wiem, skąd biorę cierpliwość na to wszystko i się nie odzywam. Ale już nie psuję nastroju.

Ostatnio zakupiłam kurs na beadbeauty.pl, z którego nauczyłam się jak wykonać bransoletkę Caprice, te wyszły ode mnie jako pierwsze :) A kiedyś nakupowałam mnóstwo takich małych koralików, które zalegają u mnie już z kilka lat, więc w końcu mam dla nich zastosowanie. Spodziewajcie się więcej takich bransoletek, może uda mi się jakoś kombinować z tym wzorem :)






I tu jeszcze zawieszka wykonana na cudownym urlopie. Miała być kolczykami, ale wydała mi się zbyt toporna, więc została tym, czym została :)


 

piątek, 16 września 2011

Jesień tuż, tuż. Jutro zaczynam szkołę. Jakoś brakowało mi tego, chociaż wakacje też były fajne. Zawsze są zdjęcia, które przypominają o mile spędzonym czasie. Całe dnie wyjazdu na Pomorze spacerowaliśmy po lasach i łąkach odpoczywając, a czasem nawet przysypiając pod którymś drzewem...




A podczas naszych spacerów napotykaliśmy ciekawych podróżników, bądź leniwców wygrzewających się na Słońcu :)



Aż w końcu mijając las, w którym znajduje się stary żydowski cmentarz doszliśmy do pięknego jeziora, gdzie słychać było tylko szum drzew i plusk wody uderzającej o mostek, na którym siedzieliśmy.



A na koniec, żeby nie przynudzać za długo - pierścionek kwiat. Niedawno był podobny, jednak bardzo spodobało mi się robienie takich, więc może będzie ich więcej ;)



Na dziś to tyle, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam za bardzo. Od jutra już postaram się bardziej biżuteryjnie pisać, bo mam sporo prac do pokazania :) A teraz uciekam wieszać zasłonki, bo aktualnie na oknach mamy prześwitujące z organzy, a robią remont naszej kamienicy i rusztowania aż po dach stoją. Już dzisiaj rano usłyszałam tuż za oknem taką rozmowę (a mieszkam dosyć wysoko):
Pracownik1: O, tu będzie się fajnie robiło.
Pracownik2: Dlaczego?
P1: Zobacz do pokoju.
P2: O, rzeczywiście.

Ech... Nie ma to jak remonty i panowie zaglądający przez okna do mieszkania -____-'

wtorek, 13 września 2011

wróciłam :)

Już w sobotę z samego rana wróciliśmy do naszego 'mieszkania', a właściwie pokoju w Warszawie. Wyjazd, jak przystało minął szybko, bo czas spędzaliśmy w cudownym otoczeniu. Byliśmy w Świdwinie, niesamowitym miasteczku, w którym odcinamy się od pośpiechu, hałasu i stresów. Spacerując całymi dniami po lesie i łąkach odpoczęłam, a powrót jak zwykle był przykry, bo ciężko opuszczać tamto miejsce. Ugoszczeni przez Ciocię Ukochanego spędziliśmy tam prawie 10 cudownych dni podczas których nawet udało mi się trochę potworzyć, a nawet załapałam się na masaż Ma - Uri, którym zajmuje się wcześniej wspomniana Ciocia :) Jak będziecie na Pomorzu w okolicy Świdwina to naprawdę polecam, bo to najcudowniejsza rzecz na świecie :) Zresztą możecie sobie poczytać o tym na stronie www.ma-uri.pl.

Ale! Czas wziąć się znów do pracy :) Zaległości się na robiło i teraz buszuję po Waszych blogach nadrabiając wszystko :) A tu jedna z rzeczy, które zrobiłam podczas pobytu na wyjeździe. Sznurek do sutaszu dostałam od Cioci Ukochanego, co prawda nie miałam żadnego pojęcia jak to się powinno robić, ale jakoś na czuja udało się wyczarować wisior, który miał być najpierw kolczykami ;P



A pierwszy dzień wyjazdu pożegnał Nas takim zachodem